środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 5: Mecz.

"Mam swoje wspomnienia, one zawsze są we mnie. Ale nie mogę wrócić, wrócić do tego jak było.
Teraz Ci wierzę, doszedłem zbyt daleko. Nie, nie mogę wrócić, wrócić do tego jak było.
Stworzony do życia w miejscu, którego nigdy nie poznałem..."

Switchfoot- This is home

*****
Tydzień po wydarzeniu z kwiatami i bransoletką, jedenastego października o godzinie 18.00 miał odbyć się mecz siatkówki, pomiędzy Asseco Resovią Rzeszów, a BBTS Bielsko- Białą.
Było to drugie spotkanie ligowe rzeszowskiego klubu. Poprzednie z Coprum Lublin, które odbyło się szóstego października u przeciwników, Resovia wygrała 3:1.
***
"...To jest dom
Teraz wreszcie jestem w miejscu, do którego przynależę,
Tam gdzie jest moje miejsce
Tak, to jest dom
Teraz go odnalazłem, może to jest dom
Tak, to jest dom..."  
***
O 12.30 Asia wróciła ze swojego, sobotniego treningu.
-I jak było?- zapytała Oliwia, gdy tylko drzwi zamknęły się za długowłosą dziewczyną.
-Dobrze. Jestem najmłodsza w drużynie, ale wcale mi to nie przeszkadza.
-Ile was jest?
-Trzydzieści dwie.
-No, to trochę jest. Co dzisiaj robiłyście?- dopytywała się niebieskooka.
-Wszystko. Trener dał nam niezły wycisk. Jego lekcje, to przy tym pestka. A właśnie. Kiedy ty wybierasz się na eliminacje do drużyny?
-Jutro o 14.00. Przyjdziesz?
-Też pytanie! No pewnie, że tak!
Przyjaciółki uścisnęły się z uśmiechami na ustach.
-Ale teraz muszę się jeszcze przespać przed meczem.- powiedziała czekoladowooka i zniknęła za drzwiami swojego pokoju.
***
"...Wiara ponad cierpieniem
Widziałem już tego wroga
I nie wrócę
Z powrotem do tego jak było
A mam serce skoncentrowane na tym co się wydarzy potem
Mam oczy szeroko otwarte, to jeszcze nie koniec
Jesteśmy cudami
I nie jesteśmy sami..."
***
O szesnastej Oliwia i Asia zaczęły szykować się na mecz.
Niebieskooka, która już od kilku lat była w Klubie Kibica, założyła czarne legginsy, białe tenisówki i oczywiście pasiastą koszulkę Resovii, a włosy, które zawsze były pofalowane, zostawiła w spokoju.

Asia już prawie zapomniała, jak to jest być na meczu, na żywo. Ostatni raz była na takim wydarzeniu w sezonie 2004/2005 i miała wtedy dziewięć lat. 
Był to pierwszy sezon Rzeszowian w PlusLidze, do której powrócili po zajęciu pierwszego miejsca w drugiej lidze. Skład, który zapamiętała dziewczyna odszedł już do historii, a co za tym idzie- w teraźniejszej Resovii nie ma nikogo, kto grał tam dziesięć lat temu.
Dziewczyna podeszła do komody i wyciągnęła z niej stare zdjęcie. Fotografię zrobił jej tato. Pamiętała tą chwilę bardzo dobrze. To był jej ostatni mecz, na którym była wraz z rodzicami. Do zdjęcia pozowała wtedy z siatkarzami- Tomaszem Józefackim, Wojciechem Pawłowskim, Piotrem Łuką, Sławomirem Szczygłem, Tomaszem Kamudą oraz z Siergiejem Żywołożnyjm. W rękach trzymała piłkę (która teraz, podpisana przez dawnych zawodników Resovii, spoczywała na honorowym miejscu w pokoju brunetki, ponieważ przypominała ona dziewczynie chwile spędzone z rodzicami), którą złapała, gdy przeciwnik nie zdołał jej utrzymać, po świetnej zagrywce Tomasza Józefackiego.
Jedna łza spłynęła po policzku Aśki, ale brunetka nic sobie z tego nie robiła.
Ciałem była w mieszkaniu nr 25 w bloku na ulicy Teofila Lenartowicza 8, ale sercem i duszą znajdowała się na meczu Resovii Rzeszów dziesięć lat temu.
Dziewczyna była pewna, że nigdy nie zapomni tych wszystkich emocji, tej radości z każdego zdobytego punktu i smutku oraz żalu związanych z udaną akcją przeciwników.
-Aśka! Ty jeszcze nie gotowa?!- z rozmyślań wyrwała ją Oliwia.
-Zaraz będę. Daj mi pięć minut.
Czekoladowooka odłożyła zdjęcie na swoje miejsce i szybko ubrała czerwone spodnie, czarne baleriny oraz nową koszulkę w biało- czerwone pasy bez numeru.
***
"...I teraz, po wszystkich moich poszukiwaniach
Po wszystkich moich pytaniach
Będę nazywać to domem
Mam teraz całkiem nowy sposób myślenia
Wreszcie mogę zobaczyć zachód słońca
Będę nazywać to domem..."
***
Gdy przyjaciółki dotarły na miejsce Hala Podpromie była już w połowie pełna.
Dziewczyny podeszły do sektora Klubu Kibica i szybko odnalazły swoje miejsca, które znajdowały się w trzecim rzędzie, zaraz przy schodach.
Na boisku już rozgrzewali się siatkarze Resovii i BBTS-u Bielsko-Białej.
Aśka odszukała wzrokiem zawodnika w biało-czerwonych barwach z numerem osiemnastym na plecach, a kiedy ten spojrzał w jej stronę, uśmiechnęła się promiennie i pomachała mu. Dawid odwzajemnił gest przyjaciółki i wrócił do rozgrzewki.
Hala na Podpromiu była wypełniona po brzegi kibicami, gdy rozbrzmiał gwizdek oznajmujący początek spotkania.
Nie trzeba było długo czekać by kibice Asseco zaczęli śpiewać.
"Resovia stary, polski klub..." wypełniło halę, gdy tylko podstawowe składy obu drużyn weszły na płytę boiska. Jeśli chodzi o zaczynanie przyśpiewek, to spiker był w Rzeszowie zupełnie zbędny. 
Biel i czerwień były wszędzie- na koszulkach, flagach, a nawet i twarzach. Przyszli pojedynczy kibice, ale też i ze znajomymi, czy też z rodzinami. Byli w różnym wieku- od 2 do ok. 60 lat.
***
"...To jest dom
Teraz wreszcie jestem w miejscu, do którego przynależę,
Tam, gdzie jest moje miejsce
Poszukiwałem własnego miejsca
Teraz je znalazłem, może to jest dom
To jest dom
Teraz wiem, 
Że to jest dom 
Doszedłem zbyt daleko
I nie zawrócę
Tak, to jest dom."
***
Z Bielsko-Białą, Rzeszów poradził sobie w trzech setach i zdobył trzy cenne punkty do tabeli.
Mecz zakończył Dawid Dryja, który zdobył ostatni punkt, a MVP spotkania został Rafał Buszek.
Po meczu, przy bandach reklamowych zgromadziła się spora grupa kibiców, którzy czekali, aż ich ulubieńcy podejdą do nich i zrobią sobie z nimi zdjęcie, dadzą autograf. Asia i Oliwia patrzyły na to z trybun i czekały, aż wszyscy wyjdą.
Po półgodzinie ostatni kibice opuścili halę i siatkarze zostali sami. No, prawie sami.
Przyjaciółki podeszły do Dawida Dryji, który właśnie miał udać się do szatni.
-Wiedziałem, że przyjdziecie.- powiedział i uścisnął Aśkę.
Nagle za jego plecami wyrósł, jak z podziemi Fabian Drzyzga i powiedział:
-O, proszę. Dziewczyna Dawida? Fabian jestem.- chłopak podał rękę obu dziewczynom.
-Oliwia.
-Aśka. I nie jestem jego dziewczyną.
-Jak to?- tym razem zapytał Piotr Nowakowski.
-Tak to. Przyjaźniliśmy się jeszcze jako dzieci, a później ja wyjechałam i nasz kontakt się urwał. Ale teraz wróciłam już do Rzeszowa.- wyjaśniła brunetka.
-Cześć Niezdaro!- do rozmawiających podeszli pozostali siatkarze, w tym Krzysztof Ignaczak i przywitał się z przyjaciółkami.
-Zaraz. To ty opieprzyłaś Krzyśka, podczas mistrzostw, tymi słowami, którymi on później opieprzał nas?- zapytał MVP zakończonego spotkania.
-Em. Tak.
-No, to gratulacje. Zawsze jak Rosja wychodziła na prowadzenie, nasz kochany Igła powtarzał: "Wygramy na pewno! Musimy wysłać Ruskich na Sybir!"- powiedział środkowy reprezentacji Polski, naśladując tym samym głos Ignaczaka, na co wszyscy parsknęli śmiechem.
-Ale przynajmniej podziałało. Dzięki.- poklepał Aśkę po plecach Dawid Konarski.
-Nie ma za co. Te kwiaty i bransoletka to wasza sprawka, prawda?
-To był mój pomysł!- Ignaczak wypiął dumnie pierś i uderzył w nią pięścią, co w połączeniu z jego niesamowitą miną było przekomiczne.
-Tak, ale to Winiar i Szampon wybierali tę błyskotkę. Mają większe doświadczenie.
-I co z tego? Ale...
-Hej! Stop! Nie kłóćcie się!- przerwał dalszą wymianę zdań Fabian.
-I co, podoba się?- zapytał Aśkę Nowakowski.
-Jest piękna. Dziękuję.
-Miło się gadało, ale my już musimy iść. Prawda Aśka?- powiedziała Oliwia po zakończeniu rozmowy z Paulem Lotmanem.
-Tak. Trochę się rozgadałyśmy.
-Nic się nie stało. Miło się rozmawiało.- zapewnił dziewczyny Igła.
-Do zobaczenia.
-Czekajcie!- krzyknął za nimi Dawid Dryja.- Odprowadzę was. Zaczekajcie na mnie przy wyjściu z Podpromia. Zaraz będę.- powiedział i razem z pozostałymi siatkarzami udał się do szatni.

piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 4: Niespodzianka.

"Według wszystkich prawideł
Dziś nie zdarzy się nic ciekawego na pewno,
Jakże nudno jest żyć."

Anna Wyszkoni- "Na cześć wariata" 

*****
Następnego dnia, o godzinie 15.30, dziewczyny wyszły z sali, w której miały angielski i skierowały się na ulicę Wyspiańskiego, na Stadion Resovii, na którym miały mieć lekkoatletykę.
Gdy doszły na miejsce, zostało im jeszcze piętnaście minut na to, by się przebrać w strój sportowy.
Dziewczyny dotarły do damskiej szatni jako pierwsze. Szybko zdjęły z siebie rurki, bluzki i tenisówki, w które były ubrane i założyły na siebie krótkie spodenki, koszulki na ramiączkach oraz wygodne buty do biegania.
Gdy Oliwia kończyła wiązać sznurówki swoich czarno- zielonych Nike'ów, w szatni pojawiły się pozostałe dziewczyny z grupy przyjaciółek.
Równo o godzinie 16.00 na stadionie pojawił się trzydziestoletni blondyn, nauczyciel- a zarazem trener akademickiej drużyny lekkoatletycznej- Andrzej Kot.
-No, dobrze.- zaczął.- Na początek sprawdzimy co potraficie, a le najpierw rozgrzewka. Dwa stadiony truchtem z krążeniem ramion w przód i w tył! Raz, raz, raz!
Asia i Oliwia od razu zabrały się za rozgrzewkę, ale nie wszystkie dziewczyny były zadowolone z poleceń nauczyciela. Niektóre wydały z siebie jęk niezadowolenia.
-Co tak stoicie?- zwrócił się do nich pan Kot.- Cieszcie się, że nie dałem wam czterech okrążeń, tak jak drugiej klasie. No już! To lekkoatletyka, a nie zabawy ruchowe! Do roboty!
Gdy niezadowolona część klasy zabrała się za wykonywanie polecenia nauczyciela, reszta kończyła już pierwsze okrążenie.
Asia nie spieszyła się. Biegła powoli, truchtem, kontrolując wdechami i wydechami, o odpowiedniej długości, rytm bicia swojego serca, co jest bardzo ważne w tym sporcie, by szybko nie dostać zadyszki.
-Dobrze.- powiedział Andrzej Kot, gdy wszystkie dziewczyny zgromadziły się wokół niego.- A teraz bez gadania dwadzieścia pajacyków i tyle samo skrętoskłonów!
Kiedy dziewczyny- nie wszystkie zadowolone z tego powodu- wykonywały ćwiczenia, nauczyciel poszedł po stoper.
-No, dobra. A teraz ustawcie się tutaj. Sprawdzę co potraficie na stu metrach.
Wyniki nie wypadły za dobrze. Wszystkie dziewczyny uzyskały wynik grubo ponad 12 sekund, a niektóre nawet ponad 13, czy 14 sekund. Jedynie Oliwia dość dobrze wypadła i nauczyciel był z niej zadowolony. Osiągnęła czas 12:23.
Na koniec została jeszcze tylko Asia.
Dziewczyna wzięła głęboki wdech, stanęła przy białej linii, ustawiła się do biegu i czekała na gwizdek.
Po usłyszeniu sygnału do startu ruszyła.
Podczas biegu liczyła się tylko ona i bieżnia. Nikt nie mógł jej wyrwać z transu, w którym trwała przez kilkanaście sekund. Jak przez dziwną, niewidzialną barierę słyszała głos Oliwii, która jej dopingowała.
Brunetka całą swoją uwagę skupiła na linii oznaczającej metę. To był jej jedyny cel, do którego w tej chwili dążyła.
Na ostatnich metrach zebrała w sobie ostatki sił i jeszcze przyspieszyła.
Zatrzymała się dopiero kilka metrów za metą.
-Niesamowite!- wykrzyknął uradowany nauczyciel.- To prawie rekord Polski! 11:03! Coś niesamowitego!!!
Aśka, która zdążyła już odsapnąć i wyrównać oddech, podeszła do Andrzeja Kota, którego uwadze nic nie umknęło.
-Dziewczyno, ty to masz kondycję!- powiedział, gdy zauważył w jakim czasie Asia uspokoiła oddech.- W jakim klubie wcześniej biegałaś?
-W nijakim. Nie byłam w żadnym klubie, ani drużynie.
-Jak to?
-W Gdańsku, w liceum sportowym, do którego chodziłam nie było drużyny lekkoatletycznej, a nacisk stawiano tam głównie na pływanie.
-Więc witaj w drużynie!- mężczyzna z uśmiechem na ustach podał dłoń dziewczynie, która ją uścisnęła i dodał.- Treningi mamy tutaj co dwa tygodnie w soboty o 11.00 i co tydzień we wtorki o 17.00.
Do nauczyciela podeszła Kasia, niska szatynka z szarymi oczami i powiedziała:
-Ktoś przyszedł.
Obok wejścia na trybuny stał mężczyzna w żółtej koszulce, z wielkim bukietem białych i czerwonych róż w jednej ręce i małym, czerwonym pudełkiem w drugiej.
-Dzień dobry. Pan do kogo?- zapytał pan Kot.
-Dzień dobry, jestem kurierem. Mam przesyłkę dla pani Joanny Polon.- wyjaśnił mężczyzna.- Nie pomyliłem klas?
-Nie, skądże. Dobrze pan trafił. Proszę tutaj chwilę zaczekać, zaraz ją zawołam. Asia! Ktoś do ciebie!
Zdziwiona brunetka podeszła do mężczyzny, który wręczył jej kwiaty i pudełeczko i powiedziała:
-Ale... Od kogo to?
-Nie mogę powiedzieć. Panowie, którzy to wysyłali prosili o dyskrecję. Wierzą, że pani sama się tego domyśli. Do widzenia.
-Do widzenia.
Mężczyzna odszedł zostawiając oniemiałą Aśkę samą, jednak nie na długo, ponieważ chwilę później podeszła do niej Oliwia i zapytała:
-Od kogo to?
-Nie mam pojęcia.
-No, dobrze.- usłyszały głos nauczyciela.- Koniec na dzisiaj. Zmykajcie.
Dziewczyny udały się do szatni, a pan Kot do samochodu.
-A to co?- zapytała Klaudia Asi, wskazując na kwiaty.- Prezent od chłopaka? Chciałabym, żeby mój też mi takie przysyłał.
-Nie mam chłopaka. I nie mam pojęcia od kogo one mogą być.
-Uuu... Tajemniczy wielbiciel.- Dorota zabawnie poruszyła brwiami.
Aśka przewróciła tylko oczami i weszła pod prysznic.
***
***
Gdy przyjaciółki dotarły do mieszkania była godzina 17.15, więc do anatomii miały zostały im jeszcze dwie godziny czasu.
Czekoladowooka wstawiła bukiet do wazonu i położyła obok niego czerwone pudełeczko.
-Patrz! Tu jest jakaś karteczka!- powiedziała Oliwia.
I faktycznie, pomiędzy kwiaty był wsadzony złoty kawałek papieru. Asia wzięła go do ręki i przeczytała czarny, ozdobny napis:
-Dziękujemy za motywację i słowa otuchy, oraz za rozweselenie w trudnych momentach.
-Tylko tyle?
-Jest jeszcze symbol- PS, ale mi to bardziej wygląda na podpis, bo jest z prawej strony. Sama zobacz.- brunetka podała karteczkę przyjaciółce i sięgnęła po czerwony przedmiot.
-A jeśli to bomba?- zapytała Oliwia, na co Asia parsknęła tylko śmiechem.
-Nie, raczej nie.
-Więc wiesz już od kogo to?
-Domyślam się, ale to nic pewnego.
Długowłosa otworzyła pudełeczko i wyjęła z niego czerwoną, rzemykową bransoletkę ze srebrną przywieszką w kształcie serca.
-Śliczna.- stwierdziła Oliwia i przyjrzała się uważnie srebrnemu sercu.- Tu jest coś napisane. I jest też data.
Asia odwróciła błyskotkę i przeczytała wygrawerowany napis z uśmiechem na ustach:
-Na pewno wygracie. 18.09.2014 r.

środa, 5 sierpnia 2015

Rozdział 3: Spotkanie po latach.

"Przyjaźń nie potępia w chwilach trudnych, nie odpowiada zimnym rozumowaniem: gdybyś postąpił w ten czy tamten sposób... Otwiera szeroko ramiona i mówi: Nie pragnę wiedzieć, nie oceniam, tutaj jest serce, gdzie możesz spocząć."

Malwida von Meysenbug

*****
Asia i Oliwia z Katowic do Rzeszowa wróciły 23 września. Tydzień później miał się zacząć semestr zimowy nowego roku akademickiego na Uniwersytecie Rzeszowskim.
Dziewczyny musiały jeszcze kupić książki do angielskiego, niemieckiego, anatomii, psychologii, biochemii oraz metodyki wychowania fizycznego, a czasu miały już niewiele.
Dwa dni później w czwartkowe popołudnie przyjaciółki wybrały się do Galerii Rzeszów na zakupy. W jednej z księgarni kupiły potrzebne podręczniki, a później wpadły w wir zakupów. W drodze powrotnej wstąpiły jeszcze do krawcowej, u której ponad miesiąc temu zamówiły sobie stroje sportowe do szkoły.
***
Pierwszego października o 10.00 miała odbyć się akademia na rozpoczęcie nowego roku akademickiego.
Dziewczyny, mimo ustawienia sobie dwóch budzików w telefonach na godzinę 8.00, zaspały.
Oliwia pierwsza zajęła łazienkę, a Asia w tym czasie przygotowała naleśniki na śniadanie i wzięła swoje leki. 
Po dwudziestu minutach z łazienki wyszła niebieskooka ubrana w czarną, skórzaną spódnicę, białą koszulę bez rękawów, granatowy sweter i czarne baleriny. Jej włosy, sięgające pasa, były upięte w luźnego warkocza.
-Co tak długo?
-A co? Uwinęłabyś się szybciej?
-No, pewnie, że tak.
-Wątpię.
-No, to patrz.
Brązowooka wzięła swoje rzeczy i z cwaniackim uśmieszkiem na ustach zamknęła się w łazience.
Oliwia w tym czasie zjadła przyrządzone, przez Asię śniadanie, uważając przy tym, by nie zaplamić nowej, białej koszuli.
-I co? Zatkało kakało?- zaśmiała się Aśka wychodząc z łazienki po piętnastu minutach.
Była ubrana w czarną, koronkową sukienkę na ramiączkach, biały, niezapinany żakiet z rękawami 3/4 , oraz czarne baleriny z kokardami. Długie włosy, sięgające ud zostawiła rozpuszczone.
-Tym razem ci się udało, ale to ja będę górą następnym razem.
-Chyba śnisz.. A teraz chodź, bo się spóźnimy.
Dziewczyny pośpiesznie schowały telefony i portfele do swoich torebek i wyszły z mieszkania, które zamknęła brązowooka.
Asia i Oliwia postanowiły pójść na skróty przez parking Hali Podpromie.
Na owym parkingu Aśka potknęła się i wpadła na kogoś, kto wysiadał z samochodu i tym samym przewróciła nieszczęsną osobę na kostkę, którą była wyłożona powierzchnia wokół hali. Oliwia zatrzymała się kawałek dalej, a z samochodu wysiadł jeszcze jeden chłopak.
-O, rety. Bardzo przepraszam, ja...
-Nic się nie stało.- przerwał dziewczynie mężczyzna, na którym wylądowała.- To znowu ty?- powiedział, gdy odgarnęła włosy z twarzy.
Oboje podnieśli się do pozycji stojącej.
-Niezdara ze mnie.
-Do trzech razy sztuka. Już dwa razy próbowała pani mnie powalić, ale dopiero za trzecim się to pani udało.- zaśmiał się rzeszowski libero.
-Jeszcze raz bardzo pana przepraszam.
-Naprawdę nic się nie stało, każdemu może się zdarzyć. I skończmy już z tym "panowaniem", co? Mieszkasz tu?
-Tak. W tamtym bloku.- powiedziała wskazując budynek za sobą.
-To po sąsiedzku z Podpromiem. Krzysiek.- powiedział reprezentant polski, wyciągając rękę do dziewczyny.
-Aśka.- brązowooka uścisnęła rękę Igły i przywołała przyjaciółkę bliżej siebie.- A to jest moja przyjaciółka Oliwia.
-Bardzo mi miło pana poznać.
-Daj spokój. Krzysiek jestem. To ty byłaś z naszą Niezdarą na Mistrzostwach?
-Oliwia. Tak, to ja.
Za plecami Ignaczaka pojawił się chłopak, który z nim przyjechał.
Asia przyjrzała mu się uważnie. Chłopak miał na oko dwa metry wzrostu, piwne oczy, brązowe włosy i lekki zarost. Towarzysz Igły wydał się pannie Polon dziwnie znajomy.
-A to jest...- zaczął Krzysiek.
-Dawid?- nie dowierzała dziewczyna.
-Taaak... A ty to...?
Lecz tylko jedno spojrzenie bystrych, roześmianych, czekoladowych oczu wystarczyło chłopakowi do przypomnienia sobie tych wszystkich, wspólnie spędzonych wakacji, ferii i świąt różnego rodzaju.
-Nie wierzę. Aśka?
Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie i wpadła w ramiona przyjaciela sprzed lat.
-To wy się znacie?- zapytali równocześnie Oliwia i Krzysiek.
-No, pewnie. Przyjaźniliśmy się, gdy byliśmy dziećmi. Nie pamiętasz? Opowiadałam ci o tym.
-No, może faktycznie coś wspominałaś.- przyznała niebieskooka.
-Co ty tu robisz?- zapytał z uśmiechem na ustach chłopak.
-Wróciłam na studia. A ty?
-Od tego sezonu będę środkowym Asseco Resovii.
-No, tak. Twoje marzenie się spełniło, co? Ja dopiero w sierpniu wróciłam z Gdańska i jeszcze nie za bardzo orientuję się w nowych transferach. O matko! Zaraz się spóźnimy!- brunetka i jej przyjaciółka rzuciły się biegiem w stronę Mostu Zamkowego.
-Czekaj! Które mieszkanie jest wasze?
-Dwudzieste piąte!- krzyknęła do młodego środkowego Asia.- A, i gratulacje Miszczu! A nie mówiłam?- zwróciła się jeszcze do libero Resoviaków.
***
***
-Skąd ją znasz?- zapytał Ignaczak, gdy wyciągał swoją torbę treningową z pojazdu.
-To moja przyjaciółka, ale nie widzieliśmy się od dziewięciu lat.
-Dlaczego?- dopytywał się libero.
Dawid Dryja westchnął i powiedział:
-Gdy dziewięć lat temu wracała z Jasła, od babci, do Rzeszowa, rozpętała się burza. Samochód, którym jechała z rodzicami przygniotło drzewo. Aśka ledwo co uszła z życiem, ale jej rodzice nie mieli tyle szczęścia. Widziałeś jej bliznę na lewej ręce?
-Trudno jej nie zauważyć. Ciągnie się przez całe przedramię, od łokcia do nadgarstka.
-To taka "pamiątka" po tym wypadku. Niedługo po pogrzebie jej rodziców, okazało się, że do rany wdało się groźne zakażenie. Ciotka Asi pracuje w Gdańsku, w specjalistycznym szpitalu, więc jeszcze we wrześniu 2005 roku wyjechała tam z babcią na leczenie. Od tamtej pory jej nie widziałem.
-Ale ją rozpoznałeś.
-Tego błysku w jej oczach nie dałoby się zapomnieć. Zresztą później skojarzyłem sobie też i bliznę.
Zawodnik grający na pozycji libero w Resovii myślał przez chwilę, a później pokiwał głową i zapytał:
-Jak ona ma na nazwisko?
-Polon. Joanna Polon. A co?
-Chyba zaczyna studiować na UR.- głośno myślał Ignaczak.- Gdybym tylko wiedział na jakim wydziale...
-Na pewno na wychowaniu fizycznym. Zawsze chciała być lekkoatletką. Ale o co ci tak właściwie chodzi?
-Zobaczysz. A teraz chodź, bo się znowu spóźnimy.